niedziela, 12 maja 2013

Rozdział 3.


Przez całą drogę patrzyłam w okno. Mimo, że jechaliśmy autostradą i nie wiele udało mi się zobaczyć. Czułam tę magię Bawarii, czułam, ze jestem w Monachium. Może to dziwne ale zawsze kochałam tę część Niemiec. Pochodzę z Zagłębia Ruhry, a czuję się Bawarką.
Po kilku minutach przyjemnej podróży, dojechaliśmy na miejsce. Kierowca wysadził mnie przy samych drzwiach prowadzących do mojego nowego domu. No właśnie.. przywykłam do mieszkania w malutkim mieszkanku, a teraz? Będę sama w ogromnym budynku, otoczonym identycznymi sąsiednimi budowlami. W sumie nie robiło to na mnie dużego wrażenia bo byłam przyzwyczajona do samotności…
 - Proszę bardzo. Tutaj są pani bagaże. – mężczyzna posłał mi przyjazny uśmiech na co przytaknęłam głową i również się do niego uśmiechnęłam
- Dziękuję panu bardzo. Ile płacę? – spytałam tak po prostu.
- Jak dla pani to będzie równiutkie 10 euro – taksówkarz w uśmiechu ukazał rząd równych, śnieżnobiałych zębów. Zazdroszczę mu tej pozytywnej energii. Wyciągnęłam z portfela banknot o wartości 20 euro i podałam mężczyźnie.
- Dziękuje ! Życzę miłego wieczoru – powiedział po czym wsiadł do eleganckiego mercedesa i odjechał w stronę autostrady.
Wygrzebałam z dna torby klucze i przekręciłam załamek w drzwiach. Wciągnęłam za sobą ciężkie bagaże i po raz pierwszy przekroczyłam próg domu. Mieszkanie było cudowne. Urządzone ze smakiem. Nawet nie będę musiała tutaj niczego zmieniać, już czuję się jak w domu.
Bagaże zostawiłam w sypialni. Potrzebowałam kąpieli jak najszybciej.  Weszłam pod prysznic i odkręciłam wodę. Po chwili poczułam letnie kropelki wody spływające po mojej nagiej skórze. Zamknęłam oczy starając się całkowicie odprężyć.
Po krótko trwającej kąpieli, położyłam się do wygodnego łóżka i zasnęłam jak dziecko.
[…]
O 9:00 obudził mnie budzik w moim telefonie. Usiadłam, na brzegu uszka rozciągając się. Już dawno tak dobrze nie spałam, w końcu trochę odpoczęłam. Ubrałam kapcie i poszłam do łazienki zacząć się szykować do pracy. Wzięłam szybki prysznic, wyprostowałam moje falowane włosy, zrobiłam delikatny makijaż i ubrałam niebieskie rurki z dżinsu do tego białą koszulę i buty na wysokim obcasie. Moja praca wymagała ode mnie eleganckiego wyglądu, zastanawiałam się nad założeniem sukienki, ale postanowiłam wybrać ten wygodniejszy zestaw. Mimo, ze bardzo kochałam swoją pracę a do eleganckiego wyglądu już się przyzwyczaiłam, czasami chciałabym po prostu założyć zwykłe spodnie od dresu, koszulkę Bayernu i w takim stroju iść do pracy.
Do wnętrza mojej ogromnej torby wrzuciłam dyktafon, notatnik, długopis i wszystkie inne przedmioty ,których dziennikarz w każdej chwili może potrzebować.  Zarzuciłam torbę przez ramię i opuściłam moje mieszkanie.
Nie lubiłam jeździć samochodem. Do siedziby klubu nie miałam daleko zaledwie 10 minut drogi spacerkiem, więc postanowiłam oszczędzić sobie dzwonienia po taksówkę. Szłam powoli podziwiając piękne widoki, które miałam na wyciągnięcie ręki. Ludzie mnie nie znali a mimo wszystko nawet z drugiej strony ulicy krzyczeli Grüß Gott „  to było strasznie miłe nie przeczę. Nawet nie zauważyłam a już stałam przed siedzibą. Dopiero teraz moje wszystkie zmartwienia wróciły, tak bardzo bałam się ,ze go spotkam… wiedziałam, ze jest to nieuniknione i prędzej czy później będę musiała z nim porozmawiać ale nie teraz… nie byłam jeszcze gotowa. Każdy normalny człowiek w takiej chwili nie zawracałby sobie głowy sprawami prywatnymi tylko tym, że już w pierwszym dniu pracy ośmieszy się, że nie będzie lubianym przez pozostałych pracowników bądź nie poradzi sobie z nowymi obowiązkami. Ja jednak chyba normalna nie byłam bo to kompletnie mnie nie interesowało. A może po prostu wiedziałam, że sobie poradzę? Przecież byłam pracoholiczką.
Po chwili wahania postanowiłam wejść do środka. Chyba nie powinnam stać jak sierota pod drzwiami, zastanawiając się co ze sobą zrobić.
No i stało się. Jak zawsze musiałam  mieć ogromnego pecha. W środku nie zastałam nikogo innego prócz Manuela siedzącego w fotelu przy stoliku, Wglądało na to, ze na kogoś czekał.
Serce waliło mi jak oszalałe, chciałam pozostać przez niego niezauważona, już miałam pobiec w stronę jakiegoś korytarza prowadzącego w niewiadomym kierunku, kiedy Manuel coś do mnie krzyknął. Na pewno do mnie bo w holu byliśmy tylko ja i on. Odwróciłam się instynktownie i pierwszy raz od bardzo dawna miałam okazję spojrzeć w jego błękitne tęczówki. Łzy napłynęły mi do oczu, nie wiedziałam co robić… Roztrzepałam swoje włosy jedną ręką, jak to zawsze miałam w zwyczaju i spuściłam dłoń wzdłuż ciała patrząc na miłość mojego życia


Manuel
Przyjechałem na trening a ku mojemu zdziwieniu nie zastałem nikogo. Po chwili poczułem wibrację telefonu w mojej kieszeni  

Cudownie. Godzina w plecy. Usiadłem wygodnie w fotelu.. przez najbliższą godzinę byłem skazany tylko na swoje towarzystwo.
Ku mojemu zdziwieniu po kilku minutach drzwi otworzyły się, nawet nie unosiłem wzroku byłem pewien, że to któryś z lekarzy a może trener? Nie interesowało mnie to. Jednak gdy usłyszałem pukanie obcasów postanowiłem spojrzeć kto to.
Na początku nie poznałem dziewczyny, była śliczna lecz nie spodziewałem się, że ją znam. Gdy zorientowałem się, że to Annie serce zatrzymało mi się na chwilę.
- Cześć – wypaliłem głupio i szybko podniosłem się z miejsca by szybko znaleźć się koło mojej byłej dziewczyny. Tak naprawdę nigdy o niej nie zapomniałem.. czasami bardzo tęskniłem.  Poczułem, że nie ma ochoty ze mną gadać.. zresztą.. wcale się jej nie dziwię. Potraktowałem ją bardzo źle i niesprawiedliwie. Ale przecież każdy popełnia błędy. Choć dobrze wiem, że to żadne usprawiedliwienie.
Odwróciła się ode mnie i już chciała odejść kiedy złapałem ją za nadgarstek i przysunąłem bliżej siebie.
Westchnąłem chicho i złapałem ją za brodę. Tak bardzo chciałem ,żeby coś powiedziała. Lecz nawet na mnie nie spojrzała.
-Spójrz na mnie proszę… - powiedziałem prawie błagalnym tonem. Spojrzała mi w oczy dostrzegłem, łzy .. wiedziałem, ze jest jej ciężko na mnie patrzeć. W tej chwili nie pragnąłem niczego innego niż tego by znów ją pocałować.
Pochyliłem się nad nią i wpiłem w jej usta. Od razu mnie od siebie odepchnęła a na policzku poczułem jej dłoń. Dostałem w twarz i wiedziałem, że na to zasłużyłem … nie wiem co we mnie wstąpiło, dlaczego tak się zachowałem?
- Pojebało Cię Neuer ? – rzuciła krótko, odwróciła się na pięcie i odeszła. 

________________________________________________________________

Przepraszam,że to takie krótkie i bez większego sensu... ale niestety brak weny nie opuszcza mnie nawet na chwilę. Zasada : CZYTASZ = KOMENTUJESZ. Nie wiem kiedy będziecie mogli spodziewać się nowego rozdziału. pytania?

poniedziałek, 6 maja 2013

Rozdział 2.


Było mi tak dobrze sam na sam z muzyką, tak dobrze ,że  nie słyszałam własnych myśli.  W końcu oderwałam się od szarej rzeczywistości i choć na chwile zapomniałam o spotkaniu z moim ideałem z moim pięknym byłym chłopakiem, o spotkaniu które zbliżało się z każdą chwilą.
Byłam tak zatracona w dźwiękach wydobywających się z mojego telefonu, że nawet nie zorientowałam się gdy samochód stanął.
Zatrzepotałam rzęsami i po krótkiej chwili otworzyłam powieki. Pierwsze co zobaczyłam to twarz wyraźnie zniecierpliwionego Dortmundzkiego taksówkarza. Pewnie próbował mi powiedzieć że jesteśmy już na miejscu ale nic nie słyszałam. Poczułam rumieniec na policzku. Zrobiłam z siebie idiotkę.. tak bardzo było mi wstyd. Odwróciłam wzrok przestając patrzyć w oczy mężczyzny i szybko wyjęłam z uszu białe słuchawki po czym zwinęłam je i wrzuciłam gdzieś w wewnątrz ogromnej torebki.
- Ile…. Ile płacę ? – zapytałam nieśmiało wciąż unikając wzroku taksówkarza.
- 30 euro – Powiedział pod nosem. Skrzywiając się lekko.  Miałam wrażenie ,ze był na mnie wkurzony. Najwyraźniej nie miał ochoty na rozmowę ze mną.
Wysiadłam z samochodu a taksówkarz powtórzył moją czynność. Wyjął z bagażnika moje walizki.
- Dziękuję panu bardzo. – powiedziałam uśmiechając się blado i wręczyłam mężczyźnie banknot o wartości 50 euro. Uznałam ,że muszę dać mu napiwek. Choćby dlatego, że kilka minut wcześniej zrobiłam z siebie idiotkę nie odczuwając że zatrzymaliśmy się na miejscu i nie słysząc tego co do mnie mówił .
Wziął pieniądze i odjechał bez słowa.
Westchnęłam ciężko i odwróciłam się na pięcie w stronę zdjęcia panoramy Gelsenkirchen. Wzięłam głęboki wdech – będę tęsknić – powiedziałam sama do siebie uśmiechając się pod nosem.

[…]

Po dłuższej chwili siedziałam już w wewnątrz samolotu. W ostatniej chwili zdążyłam na odprawę. Pech nie opuszczał mnie nawet na chwilę ale do tego  się już przyzwyczaiłam. Usłyszałam rozlegający się głos Stewardesy, poinformowała wszystkich pasażerów ,że szykujemy się do startu, prosiła wszystkich o zapięcie pasów i zachowanie bezpieczeństwa. Na koniec dodała ,że za dwie godziny wylądujemy na Monachijskim lotnisku.
Przez całą drogę nie mogłam się na niczym skupić, myślałam tylko o NIM. Czy ja nigdy nie ułożę sobie życia ? Czy nie mogę tak po prostu zapomnieć i iść dalej ? Czułam jak do oczu napływały mi łzy. Uczucie ,ze ktoś dla kogo nic nie znaczyłam był dla mnie wszystkim wszystkim nie opuszczało mnie nawet na chwilę. 

Po dwugodzinnej podróży wylądowaliśmy na miejscu. Lot był spokojny. Spodziewałam się turbulencji. W końcu ja największy pechowiec w Niemczech byłam na pokładzie samolotu. Jednak na szczęście nic się nie stało. Wszyscy są cali i zrowi. Przyglądałam się ludziom którzy przechodzili obok mnie, Słyszałam wiele języków. Jedni mówili po polsku, inni po Włosku, jeszcze inni rozmawiali po Rosyjsku, francusku, angielsku i… chyba po chińsku.
Poczekałam aż wszyscy wyjdą i opuściłam samolot jako ostatnia. Chciałam uniknąć tego tłoku i przepychania się między ludźmi.
Byłam prze szczęśliwa ,że zaraz po odebraniu bagaży udało mi się złapać taksówkę.
Wsiadłam do luksusowego mercedesa i uśmiechnęłam się do mężczyzny, na co on odpowiedział dokładnie tym samym.
- Guten Tag ! – krzyknął wesoło. – Dokąd panią zawieźć ?
- Schönstraße 7, bitte – powiedziałam przyjacielskim tonem nie przestając się uśmiechać.
- Załatwione ! Za kilka minut będziemy na miejscu.
Już po chwili miałam być w nowym domu. Humor poprawiał mi się z każdą kolejną sekundą. To prawda. Monachium jest niezwykłe.