poniedziałek, 6 maja 2013

Rozdział 2.


Było mi tak dobrze sam na sam z muzyką, tak dobrze ,że  nie słyszałam własnych myśli.  W końcu oderwałam się od szarej rzeczywistości i choć na chwile zapomniałam o spotkaniu z moim ideałem z moim pięknym byłym chłopakiem, o spotkaniu które zbliżało się z każdą chwilą.
Byłam tak zatracona w dźwiękach wydobywających się z mojego telefonu, że nawet nie zorientowałam się gdy samochód stanął.
Zatrzepotałam rzęsami i po krótkiej chwili otworzyłam powieki. Pierwsze co zobaczyłam to twarz wyraźnie zniecierpliwionego Dortmundzkiego taksówkarza. Pewnie próbował mi powiedzieć że jesteśmy już na miejscu ale nic nie słyszałam. Poczułam rumieniec na policzku. Zrobiłam z siebie idiotkę.. tak bardzo było mi wstyd. Odwróciłam wzrok przestając patrzyć w oczy mężczyzny i szybko wyjęłam z uszu białe słuchawki po czym zwinęłam je i wrzuciłam gdzieś w wewnątrz ogromnej torebki.
- Ile…. Ile płacę ? – zapytałam nieśmiało wciąż unikając wzroku taksówkarza.
- 30 euro – Powiedział pod nosem. Skrzywiając się lekko.  Miałam wrażenie ,ze był na mnie wkurzony. Najwyraźniej nie miał ochoty na rozmowę ze mną.
Wysiadłam z samochodu a taksówkarz powtórzył moją czynność. Wyjął z bagażnika moje walizki.
- Dziękuję panu bardzo. – powiedziałam uśmiechając się blado i wręczyłam mężczyźnie banknot o wartości 50 euro. Uznałam ,że muszę dać mu napiwek. Choćby dlatego, że kilka minut wcześniej zrobiłam z siebie idiotkę nie odczuwając że zatrzymaliśmy się na miejscu i nie słysząc tego co do mnie mówił .
Wziął pieniądze i odjechał bez słowa.
Westchnęłam ciężko i odwróciłam się na pięcie w stronę zdjęcia panoramy Gelsenkirchen. Wzięłam głęboki wdech – będę tęsknić – powiedziałam sama do siebie uśmiechając się pod nosem.

[…]

Po dłuższej chwili siedziałam już w wewnątrz samolotu. W ostatniej chwili zdążyłam na odprawę. Pech nie opuszczał mnie nawet na chwilę ale do tego  się już przyzwyczaiłam. Usłyszałam rozlegający się głos Stewardesy, poinformowała wszystkich pasażerów ,że szykujemy się do startu, prosiła wszystkich o zapięcie pasów i zachowanie bezpieczeństwa. Na koniec dodała ,że za dwie godziny wylądujemy na Monachijskim lotnisku.
Przez całą drogę nie mogłam się na niczym skupić, myślałam tylko o NIM. Czy ja nigdy nie ułożę sobie życia ? Czy nie mogę tak po prostu zapomnieć i iść dalej ? Czułam jak do oczu napływały mi łzy. Uczucie ,ze ktoś dla kogo nic nie znaczyłam był dla mnie wszystkim wszystkim nie opuszczało mnie nawet na chwilę. 

Po dwugodzinnej podróży wylądowaliśmy na miejscu. Lot był spokojny. Spodziewałam się turbulencji. W końcu ja największy pechowiec w Niemczech byłam na pokładzie samolotu. Jednak na szczęście nic się nie stało. Wszyscy są cali i zrowi. Przyglądałam się ludziom którzy przechodzili obok mnie, Słyszałam wiele języków. Jedni mówili po polsku, inni po Włosku, jeszcze inni rozmawiali po Rosyjsku, francusku, angielsku i… chyba po chińsku.
Poczekałam aż wszyscy wyjdą i opuściłam samolot jako ostatnia. Chciałam uniknąć tego tłoku i przepychania się między ludźmi.
Byłam prze szczęśliwa ,że zaraz po odebraniu bagaży udało mi się złapać taksówkę.
Wsiadłam do luksusowego mercedesa i uśmiechnęłam się do mężczyzny, na co on odpowiedział dokładnie tym samym.
- Guten Tag ! – krzyknął wesoło. – Dokąd panią zawieźć ?
- Schönstraße 7, bitte – powiedziałam przyjacielskim tonem nie przestając się uśmiechać.
- Załatwione ! Za kilka minut będziemy na miejscu.
Już po chwili miałam być w nowym domu. Humor poprawiał mi się z każdą kolejną sekundą. To prawda. Monachium jest niezwykłe. 

2 komentarze: