Było mi tak dobrze sam na sam z muzyką, tak dobrze ,że nie słyszałam własnych myśli. W końcu oderwałam się od szarej rzeczywistości
i choć na chwile zapomniałam o spotkaniu z moim ideałem z moim pięknym byłym
chłopakiem, o spotkaniu które zbliżało się z każdą chwilą.
Byłam tak zatracona w dźwiękach wydobywających się z mojego
telefonu, że nawet nie zorientowałam się gdy samochód stanął.
Zatrzepotałam rzęsami i po krótkiej chwili otworzyłam
powieki. Pierwsze co zobaczyłam to twarz wyraźnie zniecierpliwionego
Dortmundzkiego taksówkarza. Pewnie próbował mi powiedzieć że jesteśmy już na
miejscu ale nic nie słyszałam. Poczułam rumieniec na policzku. Zrobiłam z
siebie idiotkę.. tak bardzo było mi wstyd. Odwróciłam wzrok przestając patrzyć
w oczy mężczyzny i szybko wyjęłam z uszu białe słuchawki po czym zwinęłam je i
wrzuciłam gdzieś w wewnątrz ogromnej torebki.
- Ile…. Ile płacę ? – zapytałam nieśmiało wciąż unikając
wzroku taksówkarza.
- 30 euro – Powiedział pod nosem. Skrzywiając się
lekko. Miałam wrażenie ,ze był na mnie
wkurzony. Najwyraźniej nie miał ochoty na rozmowę ze mną.
Wysiadłam z samochodu a taksówkarz powtórzył moją czynność.
Wyjął z bagażnika moje walizki.
- Dziękuję panu bardzo. – powiedziałam uśmiechając się blado
i wręczyłam mężczyźnie banknot o wartości 50 euro. Uznałam ,że muszę dać mu
napiwek. Choćby dlatego, że kilka minut wcześniej zrobiłam z siebie idiotkę nie
odczuwając że zatrzymaliśmy się na miejscu i nie słysząc tego co do mnie mówił
.
Wziął pieniądze i odjechał bez słowa.
Westchnęłam ciężko i odwróciłam się na pięcie w stronę
zdjęcia panoramy Gelsenkirchen. Wzięłam głęboki wdech – będę tęsknić –
powiedziałam sama do siebie uśmiechając się pod nosem.
[…]
Po dłuższej chwili siedziałam już w wewnątrz samolotu. W
ostatniej chwili zdążyłam na odprawę. Pech nie opuszczał mnie nawet na chwilę
ale do tego się już przyzwyczaiłam.
Usłyszałam rozlegający się głos Stewardesy, poinformowała wszystkich pasażerów
,że szykujemy się do startu, prosiła wszystkich o zapięcie pasów i zachowanie bezpieczeństwa.
Na koniec dodała ,że za dwie godziny wylądujemy na Monachijskim lotnisku.
Przez całą drogę nie mogłam się na niczym skupić, myślałam
tylko o NIM. Czy ja nigdy nie ułożę sobie życia ? Czy nie mogę tak po prostu
zapomnieć i iść dalej ? Czułam jak do oczu napływały mi łzy. Uczucie ,ze ktoś
dla kogo nic nie znaczyłam był dla mnie wszystkim wszystkim nie opuszczało mnie
nawet na chwilę.
Po dwugodzinnej podróży wylądowaliśmy na miejscu. Lot był
spokojny. Spodziewałam się turbulencji. W końcu ja największy pechowiec w
Niemczech byłam na pokładzie samolotu. Jednak na szczęście nic się nie stało.
Wszyscy są cali i zrowi. Przyglądałam się ludziom którzy przechodzili obok
mnie, Słyszałam wiele języków. Jedni mówili po polsku, inni po Włosku, jeszcze inni
rozmawiali po Rosyjsku, francusku, angielsku i… chyba po chińsku.
Poczekałam aż wszyscy wyjdą i opuściłam samolot jako
ostatnia. Chciałam uniknąć tego tłoku i przepychania się między ludźmi.
Byłam prze szczęśliwa ,że zaraz po odebraniu bagaży udało mi
się złapać taksówkę.
Wsiadłam do luksusowego mercedesa i uśmiechnęłam się do
mężczyzny, na co on odpowiedział dokładnie tym samym.
- Guten Tag ! – krzyknął wesoło. – Dokąd panią zawieźć ?
- Schönstraße 7, bitte – powiedziałam przyjacielskim tonem
nie przestając się uśmiechać.
- Załatwione ! Za kilka minut będziemy na miejscu.
Już po chwili miałam być w nowym domu. Humor poprawiał mi
się z każdą kolejną sekundą. To prawda. Monachium jest niezwykłe.
Hmmm.. fajnie się rozpoczyna :) czekam na dalszy ciąg *.*
OdpowiedzUsuńKocham to <3
OdpowiedzUsuń